Array ( ) Jak to jest być moją matką, czyli niepełnosprawna miłość. - Republika Marzeń - bloog.pl
Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 852 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lubię to

Jak to jest być moją matką, czyli niepełnosprawna miłość.

czwartek, 05 marca 2009 18:57
Skocz do komentarzy

 "- To opowiedz nam trochę o tej swojej mamie...

 - Za dużo się śmieje, a za mało płacze.

 - Moja dziewczynka!"

 

/fragment filmowego dialogu/

 

 

 

 Film powstał w ramach programu "30 minut". Parę miesięcy temu, obejrzałam go po raz pierwszy na TVPKultura i wywarł na mnie piorunujące wrażenie. Od tego czasu próbowałam go zdobyć do swojej domowej płytoteki, co okazało się, wcale nie takie łatwe, ponieważ praktycznie nikt z kim rozmawiałam, o tym filmie nie słyszał. Wreszcie, ku mojej radości, dowiedziałam się, że można go obejrzeć TU (klik) .

  Chyba nie potrafię obiektywnie na niego spojrzeć, bo od kiedy tylko pamiętam, interesowała mnie relacja: matka - córka. Wciąż to rozgryzam, przerabiam i pojąć próbuję...

 W szkole podstawowej miałam dobrą przyjaciółkę - Marzenę.

Marzena była rok młodsza ode mnie, ale chodziłyśmy do jednej do klasy przez osiem lat. Znałyśmy się właściwie od czasów przedszkolnych. Marzena, choć młodsza od pozostałych dzieci, zawsze stawała w obronie "średniaków", gdy "starszaki" dokuczały. Lubiła się śmiać, hustać "do podbitki" w przedszkolnym ogrodzie i przytulać do każdego. Gdy byłyśmy w piątej klasie podstawówki Marzena wyciągnęła mnie na szkolną dyskotekę i chyba od tego momentu zrodziła się nasza przyjaźń. Spotykałyśmy się najczęściej u mnie - lubiłyśmy "rządzić w kuchni", słuchać Kellys'ów i nałogowo oglądać "Jezioro marzeń" w każdą sobotę. Później do tych seansów doszły jeszcze "Kochane kłopoty" (zresztą miłość do tego filmu pozostała mi do dziś ;-) )

 Moja przyjaciółka Marzena była bardzo kochliwa... kochała wszystkich chłopców ;-) - ja właściwie przez większość czasu "podstawówkowego" darzyłam szczenięcym uczuciem jej starszego brata, więc tematów do rozmów nigdy nam nie brakowało.

 Marzena wiecznie była niezadowolona ze swojego wyglądu i stale się odchudzała. Na rower, łyżworolki, czy basen, oczywiście dawałam się jej porywać, dla towarzystwa, ale już ta jej siłownia i weekendowy jogging o 7.00 rano nie był dla mnie! I nawet w imię przyjaźni nie byłam w stanie tego zrobić ;-) Mimo wszystko ta nasza znajomość przetrwała do dzisiaj, choć mieszkamy w innych częściach Polski.

 Marzena się zmieniła, stała się jakaś taka... bardziej ironiczna, obojętna. (Czy ja się zmieniłam, nie wiem, nie czuję tego,  w każdym razie...)

 Bardzo ją lubię nadal. Wiem, że mimo, iż nie jest już dzieckiem, to wciąż zżera ją ta choroba. Choroba nienawiści do własnej matki.

 Mama Marzeny choruje na SM. Po urodzeniu dziecka (Marzeny właśnie) objawy tego schorzenia nasiliły się do tego stopnia, że Pani O. nie mogła już samodzielnie chodzić. Nie chciała wychodzić z domu, wstydziła się inwalidzkiego wózka. Stała się cyniczna i niesprawiedliwa... Wykrzykiwała do Marzeny, że... "to wszystko jej wina!", miała pretensje o jakieś absurdalne rzeczy i sprawy... Nie lubiłam do nich chodzić, wolałam gdy Marzena przychodziła do mnie... Zresztą Ona sama także "uciekała" z domu, kiedy tylko mogła... Przez te lata kilka razy przybiegła z płaczem, ale najczęściej, gdy o tej sytuacji rozmawiałysmy, jej ton głosu  był taki spokojny... beznamiętny. Jakby, to co mówi, dotykało zupełnie kogoś innego, a nie ją samą...

  Teraz czasem rozmawiamy przez telefon, Marzena stara się układać sobie normalne, szczęsliwe życie, ze swoim partnerem, daleko od domu rodzinnego, ale ona sama wciąż jeszcze jest strasznie pokancerowana, pogubiona, dlatego budowanie związku staje się tym trudniejsze...

 Mimo wszystko, wierzę, że Marzenie się to uda. Zasługuje na to, jak mało kto.

Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 22 września 2017