Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 852 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Lubię to

"Chemia", czyli o Nadziei słów kilka...

czwartek, 05 marca 2009 20:18
Skocz do komentarzy

/Pamięci Zbyszka.../

 

 

 

 

 

"To film o życiu, bo życie wydaje się bezcenne z tamtej perspektywy - mówi Paweł Łoziński, twórca filmu "Chemia", jednego z najwybitniejszych dokumentów ostatnich lat.

Chemia - groźne słowo, kojarzące się z kuracją antyrakową, w tytule Pawła Łozińskiego nabiera dodatkowego znaczenia. Kojarzy się z tym, co nazywamy "chemią międzyludzką" - bliskością, solidarnością, porozumieniem. Film powstał w szczególnym momencie życia reżysera: w klinice onkologicznej na warszawskim Ursynowie pobierała chemię - z dobrym skutkiem - jego mama. Ja również oglądam ten dokument w momencie szczególnym: chemię bierze nasz bliski przyjaciel. Jesteśmy wtajemniczeni. Ilu widzów tego filmu będzie mogło tak o sobie powiedzieć? Myślę, że bardzo wielu. "

Siedziałam do późna w nocy, czekając specjalnie na ten niezwykły dokument. (skończył się przed 2.00 - dlaczego tak wartościowe rzeczy emitowane są w telewizji po północy??!)

Łoziński poruszył jeden z najtrudniejszych tematów i przedstawił go w zaskakująco prawdziwy, a jednocześnie delikatny sposób. Program zupełnie nie przypomina taniego, tak popularnego ostatnio "reality show" - gdzie łzy leją się strumieniami i gdzie zazwyczaj ukazuje się wyłącznie jakiś cień prawdy - ten, który najbardziej odpowiada reżyserowi; gdzie gra się na ludzkich emocjach...

  "Nie ma w tym filmie epatowania szpitalem, fizjologią. Chorzy biorą swoje porcje chemii, ale nie widać kroplówek, przez które płynie kolorowy płyn, zabijający komórki rakowe. Oglądamy ich twarze w zbliżeniu. Leżą parami. Rozmawiają. Słuchamy ich z tak bliska, jakbyśmy siedzieli im na łóżku. Doświadczamy przy tym niezwykłego uroku tych ludzi. Dlaczego właśnie od cierpiących czerpie się tyle nadziei? "
  Galeria niezapomnianych twarzy, rozmowy o nadziewanej kapuście, o dziecku, które ma się narodzić, o tym, w czym prać perukę, żeby zachowała swój ładny kształt, o garniturze ślubnym, o przemijaniu, o życiu, o tym, że czasem brak sił, znów o jedzeniu, o wakacjach, o studiach, o tym, że się chce płakać, o swoich uczniach, o swoich klientach z warzywniaka, o tym, że boli, o cierpliwości męża, o kolegach ze szkoły, o tym, że maj, o tym, co jutro, o ulubionych kwiatach, o rodzaju chemii, o tym, że za gorąco na kapelusz...    A wszystko bez komentarzy narratorskich, bez przedstawiania twarzy pielęgniarek i lekarzy, bez ukazywania wyposażenia oddziału, bez historii chorób. Bez. Zupełnie BEZ.  Zrezygnowano z całej otoczki, aby przypomnieć, KTO w tej całej sytuacji jest najważniejszy. Człowiek. Ten film to właśnie obraz Człowieka. Chorego, ale wciąż mającego ochotę na gołąbki, Człowieka. Człowieka, który lubi pożartować, ale czasem musi się też rozpłakać. Człowieka, który czuje się młody, bo "włosy dopiero zaczynają mu rosnąć", ale który czasem ma dosyć bólu i strachu i musi o tym komuś powiedzieć. Człowieka, który ma prawo denerwować się, gdy udajemy, że wszystko jest dobrze i nie chcemy słyszeć tego, co On do nas mówi. Człowieka, który ma apetyt na życie.     "Trafiłem do Instytutu Onkologii z moją mamą dwa lata temu, na wiosnę 2007. Nowicjusz, nie miałem przedtem nikogo bliskiego chorego na raka. Zobaczyłem tłum samotnych, zagubionych ludzi. Wchodzisz, jest szatnia, do której czeka w kolejce z 30 osób. Potem rejestracja, korytarze z setkami osób, bardzo chorych, czekających godzinami, aż lekarz przyjmie ich na 3 minuty, bo tyle ma czasu. Potem pacjenci idą na oddział, kładą się na łóżkach, pielęgniarki przynoszą kolejne butle z chemią. Zwyczajność, banał. Zacząłem słuchać o czym mówią, poczułem jaką siłę mają te rozmowy.

Ci, którzy ich tam przyprowadzają i siedzą z nimi, nie wiedzą, jak mają się zachować. Bo w rozmowach z chorymi nie ma tematów bezpiecznych: o czymkolwiek się powie - o wnukach, o pracy, o wakacjach - nasuwa myśl że mogą tego nie doczekać. I zaczyna się gra - "wcale nie schudłeś", "pojedziemy w tym roku nad morze". Najgłębsze rozmowy są między samymi chorymi - oni nie muszą przed sobą udawać. Czasem to oni biorą na siebie ciężar milczenia - ukrywają swoją chorobę przed rodzinami, żeby ich nie martwić. Ten film jest o tym, jak ciężko rozmawiać i zarazem o wielkiej potrzebie takiej rozmowy. "

 

 

 Pamięci Zbyszka, który rozśmieszał mnie do łez i choć miał 53 lata, umysł i duszę dziecka. Poznałam go, gdy już nie mógł siadać, więc wszystkie czynności, takie, jak karmienie, gimnastyka i czytanie książek staralismy się robić na leżąco. Oboje nabraliśmy takiej wprawy, że naprawdę nieźle nam to wychodziło... Zbyszek od wielu lat niezmiennie uwielbiał kolorowanki; co tydzień zamawiał sobie jakąś określoną tematycznie :-)

 A jak nam się już znudziło kolorowanie to Zbyszek mówił, mówił, mówił, prawie nigdy nie dając mi dojść do słowa :-) O wszystkim. Zmieniał tematy z prędkością światła, czym powodował u mnie częste ataki śmiechu, co z kolei prowokowało go do jeszcze intensywniejszej "paplaniny" :-)

 Zbyszek, dla którego przeżycie każdego kolejnego dnia, było cudem, uczył mnie radości życia. Radości z codzienności.

Ze Zbyszkiem pożegnałam się prawie dwa lata temu, ale jego ciepłe spojrzenie zapamiętam do końca życia.

 

Podziel się
oceń
0
0

Więcej na ten temat


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

piątek, 22 września 2017